środa, 15 października 2014

Rozdział 11 " Coś było nie tak "

  Coś było nie tak.
    Siedziała po turecku. Na jakimś łóżku. W jakiejś krystalicznie białej sali. Bóg wie gdzie.
Wszystko było idealne, czyste, zdezynfekowane. To mogło być tylko jedno. Szpital.
    Czuła się jakby jej wszystkie emocje zostały znieczulone, zatuszowane. Nie czuła nic. W sumie dobrze... Czuła, że o czymś zapomniała, coś było ważne, musiała sobie przypomnieć, ale.. nie mogła. Uporczywie wpatrywała się w białą, zupełnie pustą ścianę przed sobą, ze zmarszczonymi brwiami. Przypomnę sobie, przypomnę sobie..
Czuła na sobie ich wzrok. Czuła, że śledzą każdy jej ruch. Obserwują.. Lustro weneckie.
 Nie była do niczego podłączona, a jednak koło łóżka stała dziwnie piszcząca maszyna.
W pomieszczeniu nie było nic więcej. Tylko ta dziwna maszyna, jej łóżko i białe, ledwo dostrzegalne na śnieżnych ścianach, drzwi, mieszczące się po lewej stronie urządzenia. Po prawej znajdowała się ona..
Pik, pik, pik..
 Uważnie wsłuchiwała się w każde pykanie. Liczyła każde z nich, próbując zająć myśli czymś innym. Jedno, drugie trzecie..
  Gdzieś z oddali usłyszała czyjeś krzyki. Były stłumiona, jakby miała uszy wypełnione watą. Starała się jak najbardziej wytężyć słuch, by cokolwiek usłyszeć, jednak nie mogła. Pojedyncze krzyki, męskie i damskie, mieszały się z irytującymi piskami. Po chwili drzwi otworzyły się. Mechanicznie, niczym robot, obróciła głowę. Ujrzała grupę ludzi, większość z nich próbowała zatrzymać jakiegoś mężczyznę. Ten jednak był zdecydowanie silniejszy. Reszta podbiegła do niej, a ona wpatrywała się w nich pustym, nierozumiejącym wzrokiem. Jedna kobieta złapała ją za głowę i wrzeszczała coś w twarz. Ona jej niestety nie słyszała. Wyglądała na jakieś 40 lat. Miała twarz pokrytą zmarszczkami zmęczenia, jednak Camille wyczuwała, że kiedyś musiała być bardzo ładna. Jej brązowe włosy były zaplecione w niedbałego warkocza, a spojrzenie szarych tęczówek wyrażało przerażenie. Spojrzała na walczących. Byli ubrani w tak samo białe stroje, jak ściany w pomieszczeniu. Oprócz tego chłopaka. Przyjrzała mu się uważniej. Brązowe włosy, jakby właśnie rozwiał je wiatr. Czekoladowe oczy były pełne złości i zdeterminowania. Widziała, jak bardzo ma umięśnione ramiona, jak umięśniona jest jego całą sylwetka. Był przystojny.
 Kogoś jej przypominał..
Szczególnie w oczy rzucił jej się blondyn, stojący obok szarookiej. Był chyba w podobnym wieku do brunetki. Ale jego oczy zupełnie różniły się od pozostałej dwójki. Były elektryzująco niebieskie, tak bardzo znajome, i one jedyne wyrażały troskę. Tak samo umięśnione ramiona pokrywały blizny. On też krzyczał.
Do sali wpadła jeszcze jedna kobieta. Pośród szumu krzyków ludzi w pomieszczeniu, jej był najbardziej słyszalny i najbardziej wypełniony niecenzuralnymi słowami. I ją od razu rozpoznała. Ciocia Johanna, zwyciężczyni z 7. Dystryktu, jej chrzestna. Za nią wgramolił się mężczyzna, który przyniósł ze sobą obrzydliwy odór alkoholu. Przetłuszczone włosy spływały po obu stronach jego głowy aż do ramion. Był chyba najstarszy z całej czwórki. Rzucił się w wir walki razem z brunetem.
Mason pewnym krokiem podeszła do Camille, jakimś cudem unikając każdego ciosu. Odepchnęła kobietę i powiedziała, a jej głos był, o dziwo, wyraźny.
- Kupę lat, co, Chrześnico ?
 Zadziorny uśmiech rozjaśnił jej twarz.
I wszystko sobie przypomniała.
--------
Tadam ! Nie, ja wcale znowu nie przepraszam ;d xd Musicie się zacząć przyzwyczajać xD Szkoła, szkoła, szkoła... Macie ten rozdział i już, bo kompletnie nwm co pisać, i spadam do szkoły :D
Piosenka : Ra-dio Es-ka ! XDD
Gruszka
Ps. Dziękuję, dziękuję, dziękuję za tyleee komentarzy <3

środa, 1 października 2014

Rozdział 10 " Mellark "


 
   Łóżko obok dziewczyny lekko się wgniotło, przyciśnięte ciężarem chłopaka. Delikatnie wsunął ramię pod jej głowę, a ona kierując się instynktem, obróciła do niego. Bardzo powoli roztworzyła powieki, ukazując parę idealnie niebieskich oczu, jednocześnie od razu widząc twarz bruneta. Na jego twarzy wykwitł nieśmiały uśmiech. Natomiast jej twarz wyrażała zdumienie, nie tego się spodziewała. Dostrzegając jej zdziwienie zaczął się lekko podnosić speszony.
 - Przepraszam, nie powinienem.. - zaczął, wstając.
 - Cii.. - szepnęła. - Nic się nie stało. - dodała, przyciągając go z powrotem. Wtuliła głowę w jego klatkę piersiową. Chłonęła ciepło jego ciała, czuła bezpieczeństwo płynące z jego ramion. Lekki podmuch wywołał na jej karku gęsią skórkę. Czuła się tak błogo, było jej tak dobrze..
 - Hej. - mruknął, a jego głos był delikatnie zachrypnięty. Uśmiechnęła się sama do siebie.
 - Hej. - odparła. Jednym ramieniem objął ją w pasie, lokując dłoń na jej plecach. Drugie wciąż służyło za poduszkę brunetki.
 - Powinienem wstać, mam parę obowiązków ... - zamruczał do jej ucha. Poczuła mrowienie w miejscu gdzie jego usta stykały się z jej uchem.
 - Jakich ? - spytała, pozornie zaciekawiona.
 - Nie pamiętam, musiałbym spojrzeć na grafik.
 - A ja co mam robić ?
 - Chyba będą ci robić jakieś pytania i raczej nie dostaniesz grafiku. Pewnie będą ci kazali leżeć tutaj, w szpitalu.
 - Co?! W szpitalu ?! - zerwała się z miejsca. Dopiero teraz rozejrzała się dookoła. Leżeli w szpitalnym łóżku, nie było szczególnie wielkie, ale spokojnie wystarczyło dla ich obojga. Otaczały ich białe zasłony, a obok stało krzesło. Spojrzała na ręce. Miała doczepione kilka rurek. Jak mogła ich wcześniej nie zauważyć ? - Co mi się stało ? I wytłumacz mi, czemu tutaj jesteśmy ?
 Patrzył na nią bezsilnym wzrokiem. Widziała, jak przygryza wargę. Złapał za jej rękę i delikatnie pogładził. Już otwierał usta, by coś powiedzieć, gdy do sali wszedł jakiś mężczyzna.
 - Nareszcie się pani obudziła, panno Mellark. - powiedział pogodnym głosem. Wyglądał na jakieś trzydzieści lat. Miał brązowe włosy i czekoladowe oczy. Zapuszczona broda dodawała mu dodatkowych lat, a długi kitel jakiegoś lekarskiego uroku.
 - M.. Mellark ? - wydukała. Jej spojrzenie powędrowało w jego stronę. Uniosła szeroko brwi.
 - Ja już powinienem iść. - usłyszała gdzieś z tyłu. Obróciła głowę. James powoli się podnosił. Nie chciała, żeby odchodził. Nie chciała zostawać z tym lekarzem. Chciała zostać z Jamesem. - Muszę. - dodał, widząc jej błagające spojrzenie. Patrzyła jak odchodzi. Dopiero, gdy trzasnęły drzwi, odważyła się spuścić wzrok.
 - Och, doprawdy to urocze, ale mamy teraz parę spraw do omówienia. - zakpił lekarz. - Jestem doktor Bradley. Będę twoim lekarzem prowadzącym.- przedstawił się.
 - Po co mi lekarz ? Co się stało ? Gdzie jestem ? Co z moim nazwiskiem ? - wyrzuciła z siebie serię pytań. Miała mętlik w głowie.
 - Jak już wspominał pani, pan James, jesteśmy w Dystrykcie Trzynastym. Znaleźliśmy się tutaj, ponieważ od czasu ostatniego powstania, Trzynastka tworzy azyl. Wybuchło kolejne powstanie, ostatnio odbyło się kolejne głosowanie, z powodu niespodziewanej śmierci prezydent Paylor. Przyczyny śmieci do dzisiaj są nieznane. Nowym prezydentem został pański ojczym. Jest pani poszukiwana w całym kraju, łącznie z pańskim bratem i matką.
 - Słucham?! - wykrzyknęła. - Jestem poszukiwana ?! Mama i Lucas też ?! Coś nam grozi ?!
 - Spokojnie, wspomniałem już, że jesteśmy w azylu. Wszyscy jesteśmy bezpieczni. - dodał. Przysiadł na brzegu jej łóżka. - A co do pani nazwiska... powinna pani porozmawiać z mamą.
-------------------------------------------------------
Ba dum, tsss.... A oto i nowy rozdział ! Kolejny dość krótki, no ale cóż ja poradzę ;c Mam bity palec, więc trochę trudno jest pisać, ale czego się nie robi dla kochanych czytelników ;** Rozdział dedykuję mojemu Banankowi, ( Peetniss. Forever. )który tak czekał na ten rozdział. I proszę nic nie sugerować z Peetą, o nie, nie ! Jego tam wcale nie było hhehe xD A tymczasem ja spadam oglądać mój ukochany film " Bez mojej zgody " :'( a wredny banan nie chce oglądać, ale cóż ;-; Witam nowych czytelników !! Miło mi was gościć w mych skromnych progach :D do następnego rozdziału, Trybuci !
Piosenka : miła ciszaa ;3
Gruszka