" Nie zaczniesz nowego rozdziału, jeżeli wciąż będziesz czytać poprzedni. "
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Rozdział 14 " Myśli "
Moje odbicie stopniowo zmienia się. Staje się słabsze, mniejsze. Dziewczyna zaczyna się garbić, a na jej twarz wpływa grymas bólu. Bandaże zaczynają się rozwijać, a ja widzę jak z licznych ran na jej rękach wypływa krew. Powoli płynie po bladych dłoniach, zakrywa szkarłatem kolor skóry ciemnowłosej, aż w końcu kapie na dębowe panele, tworząc kałużę czerwieni. A ja patrzę na ten widok i czuję... właściwie nic nie czuję. Spoglądam na swoje ręce. Są takie same. Tylko na mojej twarzy nie widać uczuć, bo ja już nauczyłam się je chować. Kiedyś tego nie umiałam. Przed sobą mam siebie sprzed kilku lat. Tylko po co to widzę ?
Może oglądam swoje życiowe błędy ?
Siedząc na wielkim łóżku rozmyślam,co miał mi tamten " seans " dać do zrozumienia. Mam przestać? To ostrzeżenie? Może... ?
" Chcę się obudzić ! Ja chcę się natychmiast obudzić ! " - krzyczę w myślach. Zeskakuję z łóżka i jak oszalała zaczynam skakać po pokoju. Szczypie się po rękach, kopie we wszystko, co jest obok mnie, zwalam książki z półek, rozbijam wazony z kwiatami. Po co ? Bo chcę uciec, ale nie mogę. Coś mnie zatrzymuje.
Kompletnie nie czuję bólu.
- Chcę się stąd wydostać! Mam dość ! - wrzeszczę. Po policzkach gęsto płyną łzy, moczą moją koszulę. Płaczę. Ja na prawdę płaczę. Krzyczę, próbując zagłuszyć narastający harmider uczuć w mojej głowie. - Pomocy. - szepczę. Upadam na ziemię. Daję upust swojej złości. Na kogo się tak złoszczę ? Na siebie.
Nie wiem ile czasu mija nim się " uspokajam ". Czuje częściową ulgę, ale ... jestem nadal zła. Jestem zła, bo znów dałam się ponieść. Znów byłam za słaba. Wstaję.
- Umieraj. - syczę. - Umieraj, szmato!
Pięścią walę w lustro. Nie zwracam uwagi na krwawiącą rękę i ból. Biorę pierwszy lepszy odłamek i wbijam w rękę. Krzyczę. Głośno krzyczę. Pokój wypełnia tylko mój krzyk.
Ale przestaje czuć. Wzrok mi się rozmazuje. Milknę. Chyba już na wieki.
" Nareszcie." - myślę.
Znów upadam. I zanim całkowicie zasnę, gdzieś z oddali słyszę czyiś krzyk.
- Nie!
Męski ?
~~~
Co się ze mną stało ? Dlaczego tak się zmieniłam ?
Kiedyś byłam normalnym, wesołym dzieckiem, które nie miało żadnych trosk. Pamiętam jak uwielbiałam się bawić w berka, jak skakałam na skakance, jak tańczyłam w deszczu. Nie zawsze byłam taka. Ja ... lubiłam się bawić z innymi dziećmi. I wszyscy mnie też lubili..
Ale wszystko się zmieniło.
Kiedy ?
Kiedy tak zamknęłam się w sobie ? Kiedy uciekłam od wszystkich ? Kiedy.... stchórzyłam ?
Nie pamiętam.
Czy żałuję ? Czy żałuję, że po części zamieniłam swoje życie w piekło? Czy teraz żałuje tej decyzji?
Tak.
~~~
- Przeżyjesz, Camille, słyszysz ? Przeżyjesz.
- Szybko! Mamy mało czasu! Jeszcze uda nam się ją uratować ! Obiecuję Ci, dziewczyno. Przed tobą jeszcze całe życie. Nie zmarnuj tego. Zostań z nami.
- Co z nią ?
- Żyje.
- Camille, słońce, przepraszam, że nic nie zauważyłam. Przepraszam, że byłam złą matką. Może... nie słyszysz mnie teraz, ale.. chyba tak lepiej. Chyba sama wiesz, że nie potrafię okazywać uczuć...
- Hej... córciu.. Camille... To na prawdę ładne imię, wiedziałem, że Katniss je dla ciebie wybierze. To ja chciałem, żebyś się tak nazywała. Wiesz... przepraszam. Przepraszam, że was zostawiłem. To był największy błąd w moim życiu. Ja.. obiecuję, już nigdy więcej was nie zostawię.
- Hej. Wiesz, bardzo ładnie wyglądasz jak śpisz. W ogóle... jesteś bardzo ładna. Tu, u nas, wszystko dobrze. Twój brat jest bardzo słodki. Czasami się nim opiekuję. Poznałem twojego... tatę. Jest bardzo miły. Chyba po nim odziedziczyłaś oczy. Bardzo brakuje mi twoich oczu, chciałbym je jeszcze zobaczyć... Nie zostawiaj mnie tu samego.
----------------------------------------------------------------------
Jak ostatnio przeglądałam bloga to stwierdzam, że meeeega krótkie rozdziały piszę o,o dlatego jakiś taki dłuższy teraz ;3 ale i tak krótki ;-; ja chyba nie umiem pisać długich ;_; ale coś jest XD i zdaję sobie sprawę, że bardzo zagmatwane piszę to opowiadanie, ale... ogólnie jestem mega roztargniona XDDDDD dobra, co ja się tu będę rozpisywać, miłego czytanie :D
Gru
Piosenka: https://www.youtube.com/watch?v=0AC4ovCUs4Y
ps. Znów Wesołych Świąt! XDD nie spodziewałam się, że dzisiaj napiszę, ale jest XDDD
niedziela, 21 grudnia 2014
Rozdział 13 " Obrazy "
Czuję, jak na moją twarz powoli wpełzają promyki słońca. Tak dawno tego nie czułam, tak obce jest mi to uczucie... Mimo to, znam je. Pamiętam.
Powoli rozwieram powieki, od razu czuję nieprzyjemne łupanie w okolicach skroni. " Trochę jak na kacu. " - mimowolnie myślę. Wyobrażam sobie, jak okropnie muszę wyglądać. Sklejone i spuchnięte powieki mocno dają się we znaki. Okropnie bolą mnie oczy. Pamiętam jak czasami potrafiłam długo płakać.. Dokładnie taki sam ból czułam, kiedy się uspokoiłam.
Rozglądam się zaspanym wzrokiem po pomieszczeniu. Moją uwagę przykuwają ściany w kolorze nocnego nieba. Dostrzegam także małe punkciki, rozsiane w nierównych odstępach. To jeszcze bardziej utwierdza mnie w fakcie, że twórca tego dzieła myślał o niebie, podczas malowania.
Wszystkie meble w tym pomieszczeniu są w kolorze jasnego brązu. Na ścianie nad biurkiem widzę mnóstwo obrazków.
Po kilku minutach zauważam źródło promieni. Podnoszę się powoli do pozycji siedzącej. Przez całą długość kręgosłupa przechodzi nagły dreszcz bólu. Od razu się krzywię ?
Jak długo ja tu leżałam ?
Ostrożnie spuszczam nogi na ziemię. Czuję, jak przez moje stopy przechodzą ciarki w miejscu zetknięcia z podłożem. Dębowa podłoga cicho skrzypi, gdy przenoszę na nią swój ciężar. Z przyzwyczajenia stąpam powoli, aby nikogo nie zbudzić.
Ale czy jest tu ktoś kogo mogę zbudzić ?
Przyglądam się obrazom i próbuję zidentyfikować autora. Są przyklejone w równej linii. Wydaje się, jakby były robione przez przez różnych ludzi, poczynając od dzieci aż po dorosłych. Na ostatnim obrazku widnieje zachód słońca. Sądzę, że ktoś malował go w pośpiechu. Jest niedokończony, na kartce wyrwanej z zeszytu w kratkę.
To moje dzieło.
Mija dość sporo czasu, nim orientuję się, że te wszystkie malunki są zbiorem mojej twórczości. To ja je tworzyłam przez tyle lat. A teraz są wszystkie tu, wystawione jak na wystawie. Nie wiedziałam, że aż tyle namalowałam.
W rogu pokoju widzę lustro. Coś ciągnie mnie do tego przedmiotu, jakaś niewidzialna siła, ale jednocześnie mam wrażenie, że zobaczę tam coś, co mnie przerazi. Mimo to idę.
Z lustra zagląda do mnie młoda dziewczyna, dałabym jej jakieś... 15 lat ? Ma piękne, ciemne włosy i mocno wyróżniające się niebieskie oczy. Uśmiecha się. Ma na sobie zieloną koszulę nocną, sięgającą jej prawie do kolan. Jest piękna.
Ma na rękach bandaże.
To sen.
---------------------------------------------------------------------
Boże, ja na prawdę to napisałam ;o wiem, wiem, mega krotki, no ale musiał się tak skończyć. Napisany w 1. os., bo łatwiej mi tak pisać ;3 Raczej teraz będę pisać właśnie tak. Ostatnio dopadła mnie wena ( wczoraj wieczorem ) i napisałam ;3 możecie się jeszcze niedługo spodziewać notki, ale to nie jest pewne, więc już od razu...
Wesołych Świąt ! ;**
Gru
Piosenka : Utwory Clinta Mansella <3
czwartek, 4 grudnia 2014
Rozdział 12 " Ciemność "
Ciemność.
Jasność.
Ciemność.
Jasność.
Wybieram ciemność.
Błądzę po otchłaniach mego mrocznego ja i brudach tego świata.
Ogląda wszystkie wyrządzone krzywdy i moje chore myśli.
Topię się w ciemności tego zła.
Potrzebuję dobra, światła.
Wizje, które mi się ukazują są przerażające.
Jednocześnie bardzo mnie fascynują, a z innej strony przerażają.
Gdy staje mi przed oczami dziewczyna, która podcina sobie żyłę, boję się i zastanawiam czemu ja tego nie zrobiłam.
Potem dziecko, mordowane przez jakiegoś pedofila. Współczuję mu. Nie na to zasługuje.
I dopiero, gdy widzę noworodka, wyrzuconego na śmietnik, to myślę, że z chęcią oddałabym mu swoje życie, bo ja już go nie potrzebuję.
Nie mogę się stąd wydostać. Ciągle widzę zbrodnie. Ciągle krew. Krzyk. Płacz. Strach. A pośród tego wszystkiego plącze się moja zniszczona wyobraźnia. Właściwie nie odróżniam ich od siebie. Lecą przed siebie jak ptaki i nie dają mi wyboru, muszę patrzeć.
Ciekawe ile jeszcze będę tu musiała być. Posłuchałabym moich piosenek, to zawsze umila mi życie.
Czemu nie płaczę ? Przez cały " seans " nie poleciała mi ani jedna łezka ani nie zaszkliło oko. Chyba jestem nieczuła. Chociaż... depresja jest milczeniem.
Za dużo krwi. Za dużo. Ja chcę światła. Chce innych kolorów. Pomocy. Pomocy...
- Niestety.. stan państwa córki jest stabilny, ale niezadowalający... jest obecnie w śpiączce... pewnie potrwa to jeszcze jakiś czas... sądzimy, że próbowała popełnić samobójstwo... wydaje nam się też, że nie robiła tego świadomie.... podejrzewamy depresje... na razie to tyle.. do widzenia.
---------------------
BUHAHAHAHHAHAHHAHAHHAHAHHA XDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Tak bardzo krótka ;3 dziękujcie szkole, bo właśnie do niej muszę pędzić -,- ale coś tam jest xD oczywiście dziękuję za tyle komentarzy ;3 i chciałabym bardzo podziękować mojemu Banankowie ( Peetniss <3 ), który ciągle mi wypominał, żebym dalej pisała xD właściwie to ty mnie jakoś przekonałaś, żebym pisała <3
To tyle z podziękować ;p Następnej notki spodziewajcie się ... no nwm, ale możecie się przygotowywać, że znów przez długi czas nie będzie ;p
Piosenka : Green Day -Bouleverd of broken dreams <3
Gruusia :)
Jasność.
Ciemność.
Jasność.
Wybieram ciemność.
Błądzę po otchłaniach mego mrocznego ja i brudach tego świata.
Ogląda wszystkie wyrządzone krzywdy i moje chore myśli.
Topię się w ciemności tego zła.
Potrzebuję dobra, światła.
Wizje, które mi się ukazują są przerażające.
Jednocześnie bardzo mnie fascynują, a z innej strony przerażają.
Gdy staje mi przed oczami dziewczyna, która podcina sobie żyłę, boję się i zastanawiam czemu ja tego nie zrobiłam.
Potem dziecko, mordowane przez jakiegoś pedofila. Współczuję mu. Nie na to zasługuje.
I dopiero, gdy widzę noworodka, wyrzuconego na śmietnik, to myślę, że z chęcią oddałabym mu swoje życie, bo ja już go nie potrzebuję.
Nie mogę się stąd wydostać. Ciągle widzę zbrodnie. Ciągle krew. Krzyk. Płacz. Strach. A pośród tego wszystkiego plącze się moja zniszczona wyobraźnia. Właściwie nie odróżniam ich od siebie. Lecą przed siebie jak ptaki i nie dają mi wyboru, muszę patrzeć.
Ciekawe ile jeszcze będę tu musiała być. Posłuchałabym moich piosenek, to zawsze umila mi życie.
Czemu nie płaczę ? Przez cały " seans " nie poleciała mi ani jedna łezka ani nie zaszkliło oko. Chyba jestem nieczuła. Chociaż... depresja jest milczeniem.
Za dużo krwi. Za dużo. Ja chcę światła. Chce innych kolorów. Pomocy. Pomocy...
- Niestety.. stan państwa córki jest stabilny, ale niezadowalający... jest obecnie w śpiączce... pewnie potrwa to jeszcze jakiś czas... sądzimy, że próbowała popełnić samobójstwo... wydaje nam się też, że nie robiła tego świadomie.... podejrzewamy depresje... na razie to tyle.. do widzenia.
---------------------
BUHAHAHAHHAHAHHAHAHHAHAHHA XDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Tak bardzo krótka ;3 dziękujcie szkole, bo właśnie do niej muszę pędzić -,- ale coś tam jest xD oczywiście dziękuję za tyle komentarzy ;3 i chciałabym bardzo podziękować mojemu Banankowie ( Peetniss <3 ), który ciągle mi wypominał, żebym dalej pisała xD właściwie to ty mnie jakoś przekonałaś, żebym pisała <3
To tyle z podziękować ;p Następnej notki spodziewajcie się ... no nwm, ale możecie się przygotowywać, że znów przez długi czas nie będzie ;p
Piosenka : Green Day -Bouleverd of broken dreams <3
Gruusia :)
środa, 15 października 2014
Rozdział 11 " Coś było nie tak "
Coś było nie tak.
Siedziała po turecku. Na jakimś łóżku. W jakiejś krystalicznie białej sali. Bóg wie gdzie.
Wszystko było idealne, czyste, zdezynfekowane. To mogło być tylko jedno. Szpital.
Czuła się jakby jej wszystkie emocje zostały znieczulone, zatuszowane. Nie czuła nic. W sumie dobrze... Czuła, że o czymś zapomniała, coś było ważne, musiała sobie przypomnieć, ale.. nie mogła. Uporczywie wpatrywała się w białą, zupełnie pustą ścianę przed sobą, ze zmarszczonymi brwiami. Przypomnę sobie, przypomnę sobie..
Czuła na sobie ich wzrok. Czuła, że śledzą każdy jej ruch. Obserwują.. Lustro weneckie.
Nie była do niczego podłączona, a jednak koło łóżka stała dziwnie piszcząca maszyna.
W pomieszczeniu nie było nic więcej. Tylko ta dziwna maszyna, jej łóżko i białe, ledwo dostrzegalne na śnieżnych ścianach, drzwi, mieszczące się po lewej stronie urządzenia. Po prawej znajdowała się ona..
Pik, pik, pik..
Uważnie wsłuchiwała się w każde pykanie. Liczyła każde z nich, próbując zająć myśli czymś innym. Jedno, drugie trzecie..
Gdzieś z oddali usłyszała czyjeś krzyki. Były stłumiona, jakby miała uszy wypełnione watą. Starała się jak najbardziej wytężyć słuch, by cokolwiek usłyszeć, jednak nie mogła. Pojedyncze krzyki, męskie i damskie, mieszały się z irytującymi piskami. Po chwili drzwi otworzyły się. Mechanicznie, niczym robot, obróciła głowę. Ujrzała grupę ludzi, większość z nich próbowała zatrzymać jakiegoś mężczyznę. Ten jednak był zdecydowanie silniejszy. Reszta podbiegła do niej, a ona wpatrywała się w nich pustym, nierozumiejącym wzrokiem. Jedna kobieta złapała ją za głowę i wrzeszczała coś w twarz. Ona jej niestety nie słyszała. Wyglądała na jakieś 40 lat. Miała twarz pokrytą zmarszczkami zmęczenia, jednak Camille wyczuwała, że kiedyś musiała być bardzo ładna. Jej brązowe włosy były zaplecione w niedbałego warkocza, a spojrzenie szarych tęczówek wyrażało przerażenie. Spojrzała na walczących. Byli ubrani w tak samo białe stroje, jak ściany w pomieszczeniu. Oprócz tego chłopaka. Przyjrzała mu się uważniej. Brązowe włosy, jakby właśnie rozwiał je wiatr. Czekoladowe oczy były pełne złości i zdeterminowania. Widziała, jak bardzo ma umięśnione ramiona, jak umięśniona jest jego całą sylwetka. Był przystojny.
Kogoś jej przypominał..
Szczególnie w oczy rzucił jej się blondyn, stojący obok szarookiej. Był chyba w podobnym wieku do brunetki. Ale jego oczy zupełnie różniły się od pozostałej dwójki. Były elektryzująco niebieskie, tak bardzo znajome, i one jedyne wyrażały troskę. Tak samo umięśnione ramiona pokrywały blizny. On też krzyczał.
Do sali wpadła jeszcze jedna kobieta. Pośród szumu krzyków ludzi w pomieszczeniu, jej był najbardziej słyszalny i najbardziej wypełniony niecenzuralnymi słowami. I ją od razu rozpoznała. Ciocia Johanna, zwyciężczyni z 7. Dystryktu, jej chrzestna. Za nią wgramolił się mężczyzna, który przyniósł ze sobą obrzydliwy odór alkoholu. Przetłuszczone włosy spływały po obu stronach jego głowy aż do ramion. Był chyba najstarszy z całej czwórki. Rzucił się w wir walki razem z brunetem.
Mason pewnym krokiem podeszła do Camille, jakimś cudem unikając każdego ciosu. Odepchnęła kobietę i powiedziała, a jej głos był, o dziwo, wyraźny.
- Kupę lat, co, Chrześnico ?
Zadziorny uśmiech rozjaśnił jej twarz.
I wszystko sobie przypomniała.
--------
Tadam ! Nie, ja wcale znowu nie przepraszam ;d xd Musicie się zacząć przyzwyczajać xD Szkoła, szkoła, szkoła... Macie ten rozdział i już, bo kompletnie nwm co pisać, i spadam do szkoły :D
Piosenka : Ra-dio Es-ka ! XDD
Gruszka
Ps. Dziękuję, dziękuję, dziękuję za tyleee komentarzy <3
Siedziała po turecku. Na jakimś łóżku. W jakiejś krystalicznie białej sali. Bóg wie gdzie.
Wszystko było idealne, czyste, zdezynfekowane. To mogło być tylko jedno. Szpital.
Czuła się jakby jej wszystkie emocje zostały znieczulone, zatuszowane. Nie czuła nic. W sumie dobrze... Czuła, że o czymś zapomniała, coś było ważne, musiała sobie przypomnieć, ale.. nie mogła. Uporczywie wpatrywała się w białą, zupełnie pustą ścianę przed sobą, ze zmarszczonymi brwiami. Przypomnę sobie, przypomnę sobie..
Czuła na sobie ich wzrok. Czuła, że śledzą każdy jej ruch. Obserwują.. Lustro weneckie.
Nie była do niczego podłączona, a jednak koło łóżka stała dziwnie piszcząca maszyna.
W pomieszczeniu nie było nic więcej. Tylko ta dziwna maszyna, jej łóżko i białe, ledwo dostrzegalne na śnieżnych ścianach, drzwi, mieszczące się po lewej stronie urządzenia. Po prawej znajdowała się ona..
Pik, pik, pik..
Uważnie wsłuchiwała się w każde pykanie. Liczyła każde z nich, próbując zająć myśli czymś innym. Jedno, drugie trzecie..
Gdzieś z oddali usłyszała czyjeś krzyki. Były stłumiona, jakby miała uszy wypełnione watą. Starała się jak najbardziej wytężyć słuch, by cokolwiek usłyszeć, jednak nie mogła. Pojedyncze krzyki, męskie i damskie, mieszały się z irytującymi piskami. Po chwili drzwi otworzyły się. Mechanicznie, niczym robot, obróciła głowę. Ujrzała grupę ludzi, większość z nich próbowała zatrzymać jakiegoś mężczyznę. Ten jednak był zdecydowanie silniejszy. Reszta podbiegła do niej, a ona wpatrywała się w nich pustym, nierozumiejącym wzrokiem. Jedna kobieta złapała ją za głowę i wrzeszczała coś w twarz. Ona jej niestety nie słyszała. Wyglądała na jakieś 40 lat. Miała twarz pokrytą zmarszczkami zmęczenia, jednak Camille wyczuwała, że kiedyś musiała być bardzo ładna. Jej brązowe włosy były zaplecione w niedbałego warkocza, a spojrzenie szarych tęczówek wyrażało przerażenie. Spojrzała na walczących. Byli ubrani w tak samo białe stroje, jak ściany w pomieszczeniu. Oprócz tego chłopaka. Przyjrzała mu się uważniej. Brązowe włosy, jakby właśnie rozwiał je wiatr. Czekoladowe oczy były pełne złości i zdeterminowania. Widziała, jak bardzo ma umięśnione ramiona, jak umięśniona jest jego całą sylwetka. Był przystojny.
Kogoś jej przypominał..
Szczególnie w oczy rzucił jej się blondyn, stojący obok szarookiej. Był chyba w podobnym wieku do brunetki. Ale jego oczy zupełnie różniły się od pozostałej dwójki. Były elektryzująco niebieskie, tak bardzo znajome, i one jedyne wyrażały troskę. Tak samo umięśnione ramiona pokrywały blizny. On też krzyczał.
Do sali wpadła jeszcze jedna kobieta. Pośród szumu krzyków ludzi w pomieszczeniu, jej był najbardziej słyszalny i najbardziej wypełniony niecenzuralnymi słowami. I ją od razu rozpoznała. Ciocia Johanna, zwyciężczyni z 7. Dystryktu, jej chrzestna. Za nią wgramolił się mężczyzna, który przyniósł ze sobą obrzydliwy odór alkoholu. Przetłuszczone włosy spływały po obu stronach jego głowy aż do ramion. Był chyba najstarszy z całej czwórki. Rzucił się w wir walki razem z brunetem.
Mason pewnym krokiem podeszła do Camille, jakimś cudem unikając każdego ciosu. Odepchnęła kobietę i powiedziała, a jej głos był, o dziwo, wyraźny.
- Kupę lat, co, Chrześnico ?
Zadziorny uśmiech rozjaśnił jej twarz.
I wszystko sobie przypomniała.
--------
Tadam ! Nie, ja wcale znowu nie przepraszam ;d xd Musicie się zacząć przyzwyczajać xD Szkoła, szkoła, szkoła... Macie ten rozdział i już, bo kompletnie nwm co pisać, i spadam do szkoły :D
Piosenka : Ra-dio Es-ka ! XDD
Gruszka
Ps. Dziękuję, dziękuję, dziękuję za tyleee komentarzy <3
środa, 1 października 2014
Rozdział 10 " Mellark "
Łóżko obok dziewczyny lekko się wgniotło, przyciśnięte ciężarem chłopaka. Delikatnie wsunął ramię pod jej głowę, a ona kierując się instynktem, obróciła do niego. Bardzo powoli roztworzyła powieki, ukazując parę idealnie niebieskich oczu, jednocześnie od razu widząc twarz bruneta. Na jego twarzy wykwitł nieśmiały uśmiech. Natomiast jej twarz wyrażała zdumienie, nie tego się spodziewała. Dostrzegając jej zdziwienie zaczął się lekko podnosić speszony.
- Przepraszam, nie powinienem.. - zaczął, wstając.
- Cii.. - szepnęła. - Nic się nie stało. - dodała, przyciągając go z powrotem. Wtuliła głowę w jego klatkę piersiową. Chłonęła ciepło jego ciała, czuła bezpieczeństwo płynące z jego ramion. Lekki podmuch wywołał na jej karku gęsią skórkę. Czuła się tak błogo, było jej tak dobrze..
- Hej. - mruknął, a jego głos był delikatnie zachrypnięty. Uśmiechnęła się sama do siebie.
- Hej. - odparła. Jednym ramieniem objął ją w pasie, lokując dłoń na jej plecach. Drugie wciąż służyło za poduszkę brunetki.
- Powinienem wstać, mam parę obowiązków ... - zamruczał do jej ucha. Poczuła mrowienie w miejscu gdzie jego usta stykały się z jej uchem.
- Jakich ? - spytała, pozornie zaciekawiona.
- Nie pamiętam, musiałbym spojrzeć na grafik.
- A ja co mam robić ?
- Chyba będą ci robić jakieś pytania i raczej nie dostaniesz grafiku. Pewnie będą ci kazali leżeć tutaj, w szpitalu.
- Co?! W szpitalu ?! - zerwała się z miejsca. Dopiero teraz rozejrzała się dookoła. Leżeli w szpitalnym łóżku, nie było szczególnie wielkie, ale spokojnie wystarczyło dla ich obojga. Otaczały ich białe zasłony, a obok stało krzesło. Spojrzała na ręce. Miała doczepione kilka rurek. Jak mogła ich wcześniej nie zauważyć ? - Co mi się stało ? I wytłumacz mi, czemu tutaj jesteśmy ?
Patrzył na nią bezsilnym wzrokiem. Widziała, jak przygryza wargę. Złapał za jej rękę i delikatnie pogładził. Już otwierał usta, by coś powiedzieć, gdy do sali wszedł jakiś mężczyzna.
- Nareszcie się pani obudziła, panno Mellark. - powiedział pogodnym głosem. Wyglądał na jakieś trzydzieści lat. Miał brązowe włosy i czekoladowe oczy. Zapuszczona broda dodawała mu dodatkowych lat, a długi kitel jakiegoś lekarskiego uroku.
- M.. Mellark ? - wydukała. Jej spojrzenie powędrowało w jego stronę. Uniosła szeroko brwi.
- Ja już powinienem iść. - usłyszała gdzieś z tyłu. Obróciła głowę. James powoli się podnosił. Nie chciała, żeby odchodził. Nie chciała zostawać z tym lekarzem. Chciała zostać z Jamesem. - Muszę. - dodał, widząc jej błagające spojrzenie. Patrzyła jak odchodzi. Dopiero, gdy trzasnęły drzwi, odważyła się spuścić wzrok.
- Och, doprawdy to urocze, ale mamy teraz parę spraw do omówienia. - zakpił lekarz. - Jestem doktor Bradley. Będę twoim lekarzem prowadzącym.- przedstawił się.
- Po co mi lekarz ? Co się stało ? Gdzie jestem ? Co z moim nazwiskiem ? - wyrzuciła z siebie serię pytań. Miała mętlik w głowie.
- Jak już wspominał pani, pan James, jesteśmy w Dystrykcie Trzynastym. Znaleźliśmy się tutaj, ponieważ od czasu ostatniego powstania, Trzynastka tworzy azyl. Wybuchło kolejne powstanie, ostatnio odbyło się kolejne głosowanie, z powodu niespodziewanej śmierci prezydent Paylor. Przyczyny śmieci do dzisiaj są nieznane. Nowym prezydentem został pański ojczym. Jest pani poszukiwana w całym kraju, łącznie z pańskim bratem i matką.
- Słucham?! - wykrzyknęła. - Jestem poszukiwana ?! Mama i Lucas też ?! Coś nam grozi ?!
- Spokojnie, wspomniałem już, że jesteśmy w azylu. Wszyscy jesteśmy bezpieczni. - dodał. Przysiadł na brzegu jej łóżka. - A co do pani nazwiska... powinna pani porozmawiać z mamą.
-------------------------------------------------------
Ba dum, tsss.... A oto i nowy rozdział ! Kolejny dość krótki, no ale cóż ja poradzę ;c Mam bity palec, więc trochę trudno jest pisać, ale czego się nie robi dla kochanych czytelników ;** Rozdział dedykuję mojemu Banankowi, ( Peetniss. Forever. )który tak czekał na ten rozdział. I proszę nic nie sugerować z Peetą, o nie, nie ! Jego tam wcale nie było hhehe xD A tymczasem ja spadam oglądać mój ukochany film " Bez mojej zgody " :'( a wredny banan nie chce oglądać, ale cóż ;-; Witam nowych czytelników !! Miło mi was gościć w mych skromnych progach :D do następnego rozdziału, Trybuci !
Piosenka : miła ciszaa ;3
Gruszka
wtorek, 30 września 2014
Rozdział 9 " Nie chciała nic czuć "
- Co ? - niemal wykrzyknęła. Jej oczy sięgały maksymalnych rozmiarów. Wpatrywała się w niego jakby był duchem.
- To długa historia, nie ja ci powinienem ją opowiadać... - Poczuła, że coś w niej pęka. Długa historia ? Czemu nie może jej powiedzieć ? Zrezygnowana, z powrotem opadła na poduszki i mocno zacisnęła powieki. Nie chciała nic czuć, chciała spokoju, bezpieczeństwa, nie. Nie chciała nic czuć. Potrzebowała czasu, by wszystko przemyśleć. Niby nic się nie stało, ale ona czuła, że nie daje rady. Czuła się bezsilna. Nie chciała nic czuć. Po policzkach zaczęły płynąć łzy. Czuła jak moczą poduszkę. Nie chciała nic czuć. Ale wtedy jakaś niewidzialna siła objęła ją mocno w talii, przyciągnęła do siebie, a ona poddała się jej. Wtuliła głowę w jej ciepłe ciało i pozwoliła sobie na poczucie bezpieczeństwa. A dziwna siła szeptała do jej ucha kojące słowa, próbując uspokoić dziewczynę.
A ona chciała ją poczuć.
Odpłynęła.
- Jak ona się czuje ? - usłyszała jakiś obcy głos. Choć był dla niej nieznajomy to miała wrażenie, że nie pierwszy raz go słyszy. Należał do jakiegoś mężczyzny, był miękki i wypełniony troską.
Dźwięki dochodziły do niej z dziwnie daleka. " No super, znowu jestem nieprzytomna. Właśnie do siebie dochodzę. " pomyślała. Poczuła się dziwnie. Czy to normalne, że będąc nieprzytomna, wiedziała o tym ?
- Lepiej. - odpowiedzi udzielił James. Źródło jego głosu było zdecydowanie bliżej. Dziwnie blisko. Doszły do niej jakieś dźwięki, jakby ktoś wstawał. Dźwięki były coraz ostrze, czuła, że może już wstać, ale chciała jeszcze chwilę zaczekać..
- To.. ja już może pójdę. - dodał ten znajomo nieznajomy głos. Dźwięki kroków coraz bardziej się oddalały. Po chwili się jednak zatrzymały i wróciły. - Opiekuj się nią. - Jego głos był zdecydowanie twardszy niż wcześniej. - Jeśli ją skrzywdzisz, to będziesz miał do czynienia ze mną. - dodał ostro.
- Oczywiście. - odpowiedział James uroczystym głosem. Coś jest nie tak, kto to mówił, skąd znała ten głos.. Wtedy nieznajomy odszedł.
-------------------------------------------------------
No, to takie coś na rozgrzeweczkę :D Macie, macie i mi nie biadolić xDDD króciutkie, bo króciutkie, ale jest ! :D jutro postaram się wrzucić coś dłuższego, bo lekcje szybko kończę heheh xD ja tymczasem idę spamić koleżance pod zdjęciem ;3
Piosenka : Piotr Rogucki- Anioły
Ps. Jak was przycisnąć to są komentarze ;3
Gruszka XD
sobota, 20 września 2014
Rozdział 8 " Znajdę cię "
Rzuciła się w kierunku plecaka leżącego za Jamesem. Gorączkowym ruchem wyciągnęła go ze specjalnej kieszonki i przejechała palcem po ekranie. " 9 nowych wiadomości i 5 nieodebranych połączeń. ", przeczytała. Przygryzła wargę.
" Camille, gdzie jesteś ? "
" Wracaj już do domu. "
" Słonko, proszę cię, masz pół godziny. "
" Camille, wracaj. "
" Camille, do domu, proszę cię. ''
" Proszę cię, wracaj już. "
" Camille, za 5 minut.. twój tata ..będzie w domu. "
" Camille, wracaj on już jest i tak zdenerwowany. "
Wszystkie miały jednego nadawcę. Mama. Połączenia też. Poczuła ciarki na plecach. " Boże, ratuj mnie. ", pomyślała, choć nigdy nie wierzyła w Boga.
- Coś się stało ? - usłyszała cichy głos za plecami. Odwróciła gwałtownie głowę i przypomniała sobie o obecności chłopaka. Na jej twarzy malowała się panika, zaczęła mieć trudności z oddychaniem. Poczuła, że jej nogi miękną. Przełknęła ślinę. W oczach bruneta błysnął niepokój. W sekundę siedział już koło niej i obejmował ją ramieniem.
- Camille, co się stało ? - spytał, patrząc w jej oczy. Nie odpowiadała, po jej policzkach popłynęły łzy. - Camille, możesz mi powiedzieć. - mówił kojącym głosem. A ona tylko wtuliła się mocno w jego pierś, czując irytującą bezsilność. Zaniosła się szlochem, mocząc koszulkę brązowookiego.
- On mnie zabije, ja nie chcę, nie chcę.. - jęczała. Czuła, że rozpada się na miliony szklanych kawałków. Ona nie była silna, nigdy nie była silna. Chciała tylko przeżyć.
- Co ? O czym ty mówisz, Camille ? - Szkło wbijało się w ciało chłopaka, sprawiając mu nieopisany ból. Każdy kawałek powoli wrzynał się w jego skórę, z każdym słowem wypowiedzianym przez dziewczynę, a każda łza powodowała pieczenie.
- On, on mnie zabije, ja nie chcę, nie chcę znowu..- mamrotała tylko. A James czuł, że właśnie został spoliczkowany przez swoje sumienie. Położył powoli szlochającą dziewczyną na ziemi, a ona automatycznie skuliła się w kulkę. Odgarnął kosmyk ciemnych włosów z jej twarzy i wtedy dostrzegł ledwie już widocznego guza na jej skroni. Poczuł jak przechodzi ją delikatny, ledwie wyczuwalny dreszcz. Nie wiedział tylko czy ze strachu, czy może czegoś innego. Przesunął rękę na brzuch i walcząc z poczuciem nachalności, odsunął materiał. Na brzuchu ujrzał kolejną serię siniaków. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie sprawdzić dalej. W końcu opuścił bluzkę z powrotem na miejsce i zaklął pod nosem. Jak mógł być tak głupi? Jak mógł niczego nie zauważyć ? Spojrzał na twarz dziewczyny. Dalej płakała. Wsunął rękę pod jej plecy i nogi. Lekko, jakby ważyła zaledwie parę gram, uniósł w górę. Schylił się jeszcze po plecak, a potem już było widać tylko jego plecy przykryte niebieskim materiałem.
Krzyk. Krzyk rozdzierał jej głowę. Krzycz. Krzycz, a przeżyjesz. Płacz. Płacz. Płacz, idiotko. Nigdy nie dasz sobie rady. Ja zawsze cię znajdę. Wszędzie cię dopadnę. Camille. Camille. Camille. Nie dasz rady. Płacz. Krzycz. Boli ? To dobrze. Ma boleć. Masz cierpieć. To za karę. To za karę. Zginiesz. Ale to tylko za karę...Znajdę cię.
Jej krzyk rozerwał przestrzeń. Nie wiedziała gdzie jest, co tu robi. Czuła tylko to irytujące łupanie w czaszce. W uszach jej szumiało. Nic nie słyszała, nie czuła. Rozglądała się nieobecnym wzrokiem po szarym pomieszczeniu. Nie kontaktowała ze światem. Zaczęła liczyć głębokie oddechy. Jeden, drugi, trzeci, czwarty.. Ponownie krzyknęła. Miała przed twarzą przerażoną minę Jamesa. Widziała jak porusza ustami, ale żadne słowa do niej nie docierały. Powoli zaczęła rozróżniać dźwięki. Tykanie zegara, uspokajające się bicie jej serca, cichy szelest.. Nie wiedzieć, to ją uspokajało.
- Camille. - usłyszała gdzieś z oddali. Spojrzała na Jamesa. Z ruchu jego warg zaczęła odczytywać jedno słowo. - Camille.- powtórzył głos.
Szum ustąpił.
- Camille, słyszysz mnie ? - Teraz wyraźnie rozumiała, jego słowa. Kiwnęła głową. Mocno przytulił ją do piersi, a ona wsłuchiwała się w bicie jego serca.
- Gdzie jestem ?- spytała słabym głosem. Chłopak odsunął ją na długość, zerknął w jej oczu troskliwym, zbolałym wzrokiem.
- Jesteśmy w 13. Jesteś bezpieczna.
----------------------------
Pam, pam, pam !! :D A oto i nowa notka, dedykowana dla Kosogłosa ;) Proszę bardzo. I know, I know... Znowu krótka, no, ale musiałam tak skończyć ;) zastosuję metodę ze starego bloga i będę podawała piosenki przy których pisałam. A no i jeszcze jedna informacja. Oficjalnie zabraniam wspominać o Peecie :D Jak się pojawi, to będzie, jak nie... no to nie xDD
Piosenka : Odgłosy nocy i mytego, przez mamę, okna XDDDDD
Gruszka
Do następnej notki :D
" Camille, gdzie jesteś ? "
" Wracaj już do domu. "
" Słonko, proszę cię, masz pół godziny. "
" Camille, wracaj. "
" Camille, do domu, proszę cię. ''
" Proszę cię, wracaj już. "
" Camille, za 5 minut.. twój tata ..będzie w domu. "
" Camille, wracaj on już jest i tak zdenerwowany. "
Wszystkie miały jednego nadawcę. Mama. Połączenia też. Poczuła ciarki na plecach. " Boże, ratuj mnie. ", pomyślała, choć nigdy nie wierzyła w Boga.
- Coś się stało ? - usłyszała cichy głos za plecami. Odwróciła gwałtownie głowę i przypomniała sobie o obecności chłopaka. Na jej twarzy malowała się panika, zaczęła mieć trudności z oddychaniem. Poczuła, że jej nogi miękną. Przełknęła ślinę. W oczach bruneta błysnął niepokój. W sekundę siedział już koło niej i obejmował ją ramieniem.
- Camille, co się stało ? - spytał, patrząc w jej oczy. Nie odpowiadała, po jej policzkach popłynęły łzy. - Camille, możesz mi powiedzieć. - mówił kojącym głosem. A ona tylko wtuliła się mocno w jego pierś, czując irytującą bezsilność. Zaniosła się szlochem, mocząc koszulkę brązowookiego.
- On mnie zabije, ja nie chcę, nie chcę.. - jęczała. Czuła, że rozpada się na miliony szklanych kawałków. Ona nie była silna, nigdy nie była silna. Chciała tylko przeżyć.
- Co ? O czym ty mówisz, Camille ? - Szkło wbijało się w ciało chłopaka, sprawiając mu nieopisany ból. Każdy kawałek powoli wrzynał się w jego skórę, z każdym słowem wypowiedzianym przez dziewczynę, a każda łza powodowała pieczenie.
- On, on mnie zabije, ja nie chcę, nie chcę znowu..- mamrotała tylko. A James czuł, że właśnie został spoliczkowany przez swoje sumienie. Położył powoli szlochającą dziewczyną na ziemi, a ona automatycznie skuliła się w kulkę. Odgarnął kosmyk ciemnych włosów z jej twarzy i wtedy dostrzegł ledwie już widocznego guza na jej skroni. Poczuł jak przechodzi ją delikatny, ledwie wyczuwalny dreszcz. Nie wiedział tylko czy ze strachu, czy może czegoś innego. Przesunął rękę na brzuch i walcząc z poczuciem nachalności, odsunął materiał. Na brzuchu ujrzał kolejną serię siniaków. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie sprawdzić dalej. W końcu opuścił bluzkę z powrotem na miejsce i zaklął pod nosem. Jak mógł być tak głupi? Jak mógł niczego nie zauważyć ? Spojrzał na twarz dziewczyny. Dalej płakała. Wsunął rękę pod jej plecy i nogi. Lekko, jakby ważyła zaledwie parę gram, uniósł w górę. Schylił się jeszcze po plecak, a potem już było widać tylko jego plecy przykryte niebieskim materiałem.
Krzyk. Krzyk rozdzierał jej głowę. Krzycz. Krzycz, a przeżyjesz. Płacz. Płacz. Płacz, idiotko. Nigdy nie dasz sobie rady. Ja zawsze cię znajdę. Wszędzie cię dopadnę. Camille. Camille. Camille. Nie dasz rady. Płacz. Krzycz. Boli ? To dobrze. Ma boleć. Masz cierpieć. To za karę. To za karę. Zginiesz. Ale to tylko za karę...Znajdę cię.
Jej krzyk rozerwał przestrzeń. Nie wiedziała gdzie jest, co tu robi. Czuła tylko to irytujące łupanie w czaszce. W uszach jej szumiało. Nic nie słyszała, nie czuła. Rozglądała się nieobecnym wzrokiem po szarym pomieszczeniu. Nie kontaktowała ze światem. Zaczęła liczyć głębokie oddechy. Jeden, drugi, trzeci, czwarty.. Ponownie krzyknęła. Miała przed twarzą przerażoną minę Jamesa. Widziała jak porusza ustami, ale żadne słowa do niej nie docierały. Powoli zaczęła rozróżniać dźwięki. Tykanie zegara, uspokajające się bicie jej serca, cichy szelest.. Nie wiedzieć, to ją uspokajało.
- Camille. - usłyszała gdzieś z oddali. Spojrzała na Jamesa. Z ruchu jego warg zaczęła odczytywać jedno słowo. - Camille.- powtórzył głos.
Szum ustąpił.
- Camille, słyszysz mnie ? - Teraz wyraźnie rozumiała, jego słowa. Kiwnęła głową. Mocno przytulił ją do piersi, a ona wsłuchiwała się w bicie jego serca.
- Gdzie jestem ?- spytała słabym głosem. Chłopak odsunął ją na długość, zerknął w jej oczu troskliwym, zbolałym wzrokiem.
- Jesteśmy w 13. Jesteś bezpieczna.
----------------------------
Pam, pam, pam !! :D A oto i nowa notka, dedykowana dla Kosogłosa ;) Proszę bardzo. I know, I know... Znowu krótka, no, ale musiałam tak skończyć ;) zastosuję metodę ze starego bloga i będę podawała piosenki przy których pisałam. A no i jeszcze jedna informacja. Oficjalnie zabraniam wspominać o Peecie :D Jak się pojawi, to będzie, jak nie... no to nie xDD
Piosenka : Odgłosy nocy i mytego, przez mamę, okna XDDDDD
Gruszka
Do następnej notki :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)