piątek, 5 września 2014

Prolog " To dopiero początek. "

   Ich kroki odbijały się krótkim echem wśród plątanin białych korytarzy. Powietrze rozrywały paniczne krzyki. Mężczyzna, o oczach oceanu, mocno trzymał żonę za rękę, szepcząc kojące słowa.
- Wszystko będzie dobrze. Poradzisz sobie, Katniss, poradzimy. Razem ? - zapytał ciepłym głosem spoglądając wprost w szare tęczówki kobiety.
- Razem.- wysapała z trudem, lecz w jej oczach odbijała się determinacja. Wokół szpitalnego łóżka biegł lekarz i kilka pielęgniarek, ubranych w białe fartuchy. Kilka minut później dobiegli do poszukiwanych drzwi i szybko znaleźli się w sali. Po twarzy kobiety spływały krople potu, czarne włosy były wilgotne, twarz wykrzywiona w bólu. Miała na sobie zwykłe dresy i luźną, pomarańczową, niczym zachód słońca, koszulkę. Mężczyzna, ubrany w fartuch, który noszą kucharze, wpatrywał się w nią z troską. Jego głową pokrywały, równie wilgotne, blond loki. Przykuwające uwagę morskie oczy zdradzały przejęcie.
   Po szybie wolno płynęły krople deszczu. Gdzieś w oddali widać było las. Słońce, już z samego rana, schowało się za szarą płachtą chmur.
- Akcja porodowa się rozpoczęła. - rozbrzmiał głos lekarza.
       

   Kilka godzin później, ten sam mężczyzna z uśmiechem trzymał swoją nowo narodzoną córeczkę w swoich umięśnionych ramionach. Mały bobas akurat drzemał. Ta delikatność z jaką patrzył na malucha, w ogóle nie pasowało do blizn na ramionach. Katniss wpatrywała się w ten widok z rozczuleniem. W jej oczach błyszczało szczęście.
- Jestem za Kennedy. - powiedział blondyn, który nawet na chwilę nie spuszczał wzroku z dziecka. Brunetce, przez chwilę przeleciało przez myśl jak może się tak długo uśmiechać. Ale rozumiała jego szczęścia. Była równie szczęśliwa. Miała przed sobą dwie, najważniejsze osoby w jej życiu.
- A ja nadal upieram się przy Suzanne. - odpowiedziała z udawanym uporem. Oboje wybuchnęli śmiechem. Całkowicie szczerym.


  W pomieszczeniu panował gwar. Przy łóżku siedziało jakieś 6 osób. Wszystkie z uśmiechem wpatrywały się w małe dziecko, spokojnie śpiące w objęciach mamy.
 - Jest piękna. - zauważyła Johanna. - Chociaż nie tak jak ja. - dodała swoim zgryźliwym tonem, ale uśmiech nie znikał. Zmieniła się od czasu kiedy ostatni raz się widziały. Ciemne włosy sięgały już talii, przy oczach pojawiły się zmarszczki, sygnalizujące częsty śmiech. Miała delikatny makijaż idealnie współgrający z kremową, delikatnie opinającą figurę dziewczyny, sukienkę. Zupełnie nie przypominała tamtej bezuczuciowej dziewczyny.
 - Wybraliście już chrzestnych ?- melodyjny głos Annie rozniósł się cicho po sali. Rude loki okalały jej twarz. Pod jej zielonymi oczami widniały delikatne worki, sygnalizujące niewyspanie. Katniss pomyślała, że jest na prawdę ładna. Siedzący obok niej chłopiec, o kasztanowych włosach i zielonych oczach, z uwagą i skupieniem przypatrywał się małej kuzynce. Mały był bardzo zaciekawiony małym stworzonkiem, które było dla niego zupełnie obce, dziwne. Jednak o nic nie pytał.
 - Jeszcze się nad tym nie zastanawialiśmy, ale sądzę, że oboje mamy faworytów. - Peeta znacząco spojrzał w stronę dziewczyny z dzieckiem.  To była prawda.
 - W takim razie ja się zgłaszam na ochotnika ! - wykrzyknął Haymitch, były mentor. Wybuchnęli śmiechem, a on tylko patrzył zdezorientowany. - Ale ja nie żartuję.
Śmiech ustał.
 - Ymm... Rozpatrzymy twoją uwagę.. - zaczął Peeta.
 - Nie. Uważam, że to dobry pomysł. Niech Haymitch zostanie chrzestnym małej. - przerwała mu.
 - Zgoda. - odpowiedział z uśmiechem. Wszyscy przypatrywali się im z nieodgadnioną miną.
 - Wy mówicie serio ? -spytał Gale. Katniss pomyślała, że to on chciał być chrzestnym jej córki. Jako przyjaciel.
 - Jak najbardziej. - odpowiedzieli jednocześnie z powagą. Hawthorne zrobił tylko dziwną, ale natychmiast się uśmiechnął.
 - A wymyśliliście już imię ?- głos Effie nie jest już tak bardzo przesiąknięty Kapitolem. Też się zmieniła. Zamiast jaskrawej peruki, pojawiły się prawdziwe, blond włosy. Na długich nogach opinają się jedwabne, srebrne rurki, a z ramion spływa luźna, fioletowa koszula z podwiniętymi rękawami. Wygląda o wiele ładniej.
 - Właściwie, to każdy ma swoje zdanie i nie możemy się jeszcze pogodzić. - odpowiedział Peeta. David, synek Annie, który zaczął się teraz dziwnie wiercić, w końcu coś powiedział.
 - Mogę mówić do niej Camille ?- spytał niepewnie. I tak zostało.


  Płacz dziecka rozdarł przestrzeń sypialni Mellarków. Rodzice natychmiast zerwali z łóżka. To była pierwsza noc poza szpitalem. Młoda mama wyjęła dziecko z łóżka i przytuliła mocno do piersi, lekko się kołysząc.
 - Ciii, śpij, Camille, śpij. - szepnęła kojąco. Dziecko powoli zaczęło się uspokajać Krzyki ucichły. Matka zaśpiewała jej kojącą kołysankę i mała już po chwili leżała w swoim łóżeczku. Jej rodzice niewyspani conocną pobudką natychmiast wrócili na miejsce.
 - Jestem wykończona. - szepnęła Katniss wtulając się w jego pierś.
 - To dopiero początek.- odpowiedział z uśmiechem i cmoknął ją w czoło.
 - Boję się, że nie dam rady. - wyznała po chwili ciszy. Mężczyzna przez chwilę myślał nad odpowiedzią. Lecz w końcu powiedział :
 - Poradzimy sobie, my, razem.

Ale tak się nie stało...

4 komentarze:

  1. Zamiast oglądać to czytam *0* kocham cię, kocham cię, kocham cię.. Albo jednak nie. Za ten koniec...;-; co ty im znowu zrobisz? I Gale... -.- on ma być zły bo... Inny być chyba nie może i jutro masz dodać nowy! Teraz znowu mogę cię tym męczyć. ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę cię nienawidzić za to co napisałaś na koniec i ten adres bloga
    domyślam, że oni się rozwiodą a Katniss zabierze Camille

    OdpowiedzUsuń
  3. wowowo boskie, świetne aww :D

    OdpowiedzUsuń