piątek, 12 września 2014

Rozdział 3 " Normalne życie "


     Nie zdążyła przejść metra, kiedy znów musiała się zatrzymać.
- Stój ! - usłyszała donośny, melodyjny głos. Nie przyszło jej do głowy, że ona mogła mówić do niej. Nikt, nigdy się do niej nie odzywał. Nigdy. Oprócz tych wyzwisk, i śmiechów.... Przez chwilę, przeleciało jej przez głowę, że jednak coś się zmieniło.
- Powiedziałam, stój, dziwolągu !- wrzasnęła dziewczyna. Teraz już nie miała, co do tego złudzeń. Stanęła i z niepewnością odwróciła się. Jakieś parę metrów od niej stała, dziewczyna ze swoją bandą. Stała, z założonymi rękami, a jej rude włosy spływały falistymi pasmami na plecy. Na jej twarzy gościł złośliwy uśmieszek. Ruszyła pewnym krokiem ku Camille. Stanęła przed nią i uniosła dumnie podbródek. Była wyższa zaledwie o parę centymetrów. Delikatny makijaż dodawał jej kilka lat. Była ubrana w krótką, jeansową spódniczkę i koszulką na grubym ramiączku, wciśniętą za pasek spódnicy. Na jej nogach świeciły srebrne szpilki. " Wygląda ohydnie. " - pomyślała brązowowłosa.
- Tak? - spytała pokornym głosem. Na twarzy Lauren Luit, wykwitł jeszcze szerszy uśmiech.
- Wiesz kim był ten chłopak, na którego przed chwilą wpadłaś, łamago?- Dziewczyny, stojące za nią wybuchnęły śmiechem.
 - Nie, nie wiem. - odpowiedziała dziewczyna, nie do końca zgodnie z prawdą. Spuszczona głowa jej to ułatwiała, nie musiała patrzeć rudowłosej w zielone oczy. Bo po co miała mówić, że doskonale zna tego chłopaka ? Po co miała mówić, że codziennie zerka na sąsiednią ławkę, by zobaczyć jego zgrabne pismo, skupiony wyraz twarzy ? Co je to mogło interesować ? Luit odchrząknęła.
 - Dla twojej wiadomości, to jest mój przyszły chłopak. - odpowiedziala butnie. Camille wiedziała, że czas się wycofywać. - I masz się trzymać od niego z daleka, jasne ? - ponownie warknęła, po czym odwróciła się na pięcie i odeszła, machając bujnymi włosami na boki. Niebieskooka też się odwróciła i ruszyła z powrotem w stronę szkoły. Nie mogła opanować oddechu, a bicie serca bylo zdecydydowanie za szybkie. Przyspieszyła kroku, by jak najszybciej znaleźć się w gmachu szkoły. Bała się, cholernie się bała. Nawet nie wiedziała czego.    

  Nazywam się Camille Everdeen. Mam 16 lat. Jestem córką Katniss i Gale' a Hawthorne' ów. Mam brata, ma półtora roku. Jestem inna. Jestem dziwadłem. Boję się.                        

    Siedziała w ostatniej ławce, w rzędzie pod ścianą. Mocno się garbiła nad swoim zeszytem, zakrywając większość twarzy włosami. Nauczycielka właśnie opowiadała coś o Miłosiernym Bogu. Dokładnie słyszała wszystkie słowa, ale jej myśli były zaplątane. " Gdzie jest ten Bóg ? Gdzie jest kiedy ja cierpię, kiedy jestem katowana, głodzona, więziona ? Gdzie jest kiedy inni cierpią ? Gdzie ? Dlaczego ten  m i ł o s i e r n y  Bóg na to pozwala ?  "  Wywołana do odpowiedzi, automatycznie odpowiedziała, poprawnie. Na lekcji pokazywała, że mocno wierzy w Boga, jednak gdzieś w głębi duszy wątpiła. Ławka obok była pusta. Pusta. To słowo ją przerażało. Przecież codziennie tu siedział, widziała go dzisiaj rano, a teraz jego ławka była wolna. " Przestań, Camille !- upomniała się w myślach. - Nie możesz o nim myśleć. Nie możesz. " Kreśliła jakieś wzorki, jeżdżąc długopisem w tę i z powrotem po kratkach. Jednocześnie skupiona, i jednocześnie gdzieś indziej. W jednej chwili siedziała w klasie, i pędziła przez łąki, usiane kolorowymi kwiatami. Od razu skojarzyło jej się z tą kołysanką.


W oddali łąki, wejdziesz do łóżka,
Czeka tam na cię z trawy poduszka.
Skłoń na niej główkę, oczęta zmruż,
Rankiem cię zbudzi słońce, twój stróż.

Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.

Poblask miesiąca spłynie w mrok łąk,
Okryj się liśćmi, weź je do rąk.
W niepamięć odpuść kłopotów moc,
Znikną na zawsze, gdy minie noc.

Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.

Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.

Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.

 
   Mama często nuciła tę piosenkę, kiedy nocne koszmary wyrywały ją z dziecinnego świata. Problem w tym, że ona nie miała dzieciństwa. Nigdy nie była dzieckiem. Za szybko musiała urosnąć, za szybko nauczyć się żyć. Nigdy nie dostała szansy na normalne życie.
 

 

3 komentarze:

  1. rozdział boski! :) ale gdzie ten Peeta no! Gale to nie jej ojciec tylko.. pf jakiś drań skończony

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam putania.... Skoro kat i Gale to Hawthornowie to dlaczego CAM to Everdeen? Tozdzial boskiiiiiii

    OdpowiedzUsuń