sobota, 13 września 2014

Rozdział 4 " Niebieski "

  Wracając ze szkoły, próbowała złapać w ręce powierze. Tańczyła na ukwieconej łące, wplątywała kolorowe kwiaty we włosy. Znajdowała różne kształty chmur na błękitnym niebie, rozmawiała ze słońcem.Śpiewała kosogłosom piosenki, a potem słuchała jak powtarzają. Biegła przez pola usiane zbożem, gdzieniegdzie znajdując czerwone maki. To były jej ulubione kwiaty. Wyróżniały się spośród innych. Tak jak ona.
Wtedy czuła się sobą, tam była szczęśliwa, czuła się bezpieczna, tak się uspokajała. Widziała kolory świata, same dobre strony. Lecz kiedy tylko przekraczała próg swojego domu, wszystko stawało się szare. Poczucie bezpieczeństwa i szczęścia, ulatywało jak wiatr, pędzacy przez świat. Często wyobrażała sobie, że łapie jego ogon i ucieka od tego świata, znika. Ale to były tylko wyobrażenia, wymyślone mary, którymi mogła się cieszyć tylko w snach. Choć nawet wtedy nie do końca była pewna czy nagle nie znikną. Często budził ją budzik lub płacz Lucasa, czasem był to też krzyk.
  Zeszyty leżały rozłożone na całym biurku, a zgarbiona postać, ślęczała nad jednym z nich. Wypisywała te wszystkie słowa i zdania, bzdury i głupstwa, opowiadające o dobroci tego świata. W końcu skończyła i spakowała wszystko do plecaka. Po głowie krążyły jej różne myśli. Czytając podręcznik od historii, miała wrażenie jakby ktoś siłą wyrwał z niego niektóre, niepotrzebne wydarzenia. Tylko po co ?

  Kolacja została podana do stołu, punktualnie o 19. Jak zwykle składająca się z dwóch, prawie pustych talerzy, jednego pełnego i średniej miseczki. Tym razem na jej talerzu leżała kanapka, ozdobiona plasterkiem żółtego sera, tak samo jak na talerzu obok. Lucas otrzymał zupkę. Punktualnie o 19, cała czwórka zasiadła do stołu. Camille opróżniała swój talerz łapczywie, jakby się bała, że zaraz zniknie. Kawałek chleba szybko znalazł w jej żołądku. Jednak nie wstała od stołu. Wpatrywała się jak jej ojciec, wolno delektuje się swoją jajecznicą na bekonie i kilkoma kanapkami, a ślina sama napływała jej do ust. Taka była zasada- czekać aż wszyscy zjedzą. Wiedziała, że zawiera ona głębsze przesłanie.
Gdy w końcu, mężczyzna skończył tortury i zezwolił na opuszczenie pomieszczenia, Camille pobiegła na górę. Z impetem rzuciła się na łóżko i włożyła do ucha słuchawkę. Zamknęła oczy i zaczęła głęboko oddychać. Odstresowywała się po całym dniu.

  Ciepła kołdra otulała jej zmarznięte ciało. Wpatrywała się w okno, myśląc, że uda jej się policzyć gwiazdy. Za każdym razem jednak się myliła, choć się nie poddawała. W końcu dała sobie spokój. Opuściła powieki, a przed jej oczami mimowolnie pojawił się obraz. Brązowe włosy, czekoladowe oczy, pełne usta, dołeczki w policzkach.. Westchnęła z  rozmarzeniem. Któryś już dzisiaj raz, powtórzyła w myślach tamtą sytuację. Jej ręka znów powęrdowała w miejsce, gdzie jeszcze pare godzin temu musnęły ją opuszki jego palców. Znała go od IV klasy, ale jeszcze nigdy z nim nie rozmawiała. Wciąż miała w pamięci jego piękny, lekko ochrypnięty głos. Przłknęła ślinę. " Nie myśl. Przestań. Nie możesz. " - powtarzała w myślach. Ale to nie pomagało. James nie chciał jej wyjść z głowy.
  Ciche kroki wyrwały ją z macek wspomnień. Spojrzała w stronę drzwi i zobaczyła, widoczne nawet w ciemności, matczyne, szare oczy. Zarumieniła się, jakby ktoś przyłapał ją na czymś zakazanym, w duchu modląc się by w ciemności tego nie było widać. Lekki uśmiech wpłynął na twarz jej matki, kiedy przysiadła na łóżku swojej córki. Pogłaskała ją po policzku. Wyglądała na zmęczoną, a w jej oczach było widać zmartwienie, smutek i niepewność. Przygryzła wargę.
- Chyba przyszedł czas, żebym ci coś powiedziała.. - szepnęła, po krótkiej ciszy, a serce Camille gwałtownie przyspieszyło. - Z pewnością słyszałaś o Głodowych Igrzyskach, o rewolucji, o prezydencie Snowie..- na chwilę przerwała, wymawiając to nazwisko. - Słyszałaś, prawda ?
- Tak, mamo.- odpowiedziała niepewnie dziewczyna.
- I na pewno uczyłaś o 74. i 75. Igrzyskach, które kończyły tę niegodziwą grę ? - Błękitnooka pokiwała głową. - A ktoś ci mówił o Trybutach, którzy wtedy walczyli na arenie ? - spytała, a z jej oka popłynęła łza. Camille zawachała się.
- Wiem, że 74. Igrzyska zakończyły się dwójką Zwycięzców, a 75. w ogóle nie zostały skończone przez rewolucję...- odpowiedziała, jak na lekcji. Katniss kiwnęła głową.
- Chciałam ci powiedzieć, kim byli ci Trybuci...- zaczęła powoli,ostrożnie wypowiadając każde słowo. Brunetka zmarszyła brwi, ale skinęła. - Więc, Zwycięzcami 74. Igrzysk Głodowych był Peeta Mellark i ... - przerwała, a łzy zaczęły gęściej spływać z jej oczu. - I ja.
Camille przez chwilę przestała oddychać, jej serce zamarło. Jej mama była Zwyciężczynią ?
- Do tamtych Igrzysk została wylosowana moja siostra, Prim, zgłosiłam się za nią. Była za młoda, by zginąć. Peeta został wylosowany, była to najgorsza rzecz w moim życiu, ponieważ kiedyś uratował mi życie, a ja miałam z nim walczyć na arenie. Ale on nie miał takiego zamiaru, bo mnie kochał. I chciał mnie za wszelką cenę uratować. Wygraliśmy oboje. - Jej matka miała siostrę ? Chłopak, który uratował jej mamie życie, uratował ją też na arenie ? Ile jeszcze nie wiedziała o swojej matce ? - W 75. Igrzyskach było odwrotnie. To ja zostałam wylosowana, Peeta zgłosił się za Haymitcha, naszego mentora. Były to Igrzyska Zwycięzców. Na tamtej arenie zginęło wielu moich przyjaciół.. Wires, Mags.. Były moimi sojuszniczkami. Do naszego Sojuszu należał także Beete, drugi Trybut z Trójki, razem z Wires, Johanna, którą zdążyłaś poznać, Finnick.. - Camille jej przerwała.
- Ten Finnick ? Finnick Odair ?- zapytała z niedowierzaniem. Szeroko otworzyła oczy.
- Tak, ten Finnick. - kontynuowała. - Ale jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to wszystko była część rewolucji. To ja byłam Kosogłosem.- Oczy dziewczyny osiągnęły maksmalne rozmiary. - To żart ?
- Nie, słonko. To nie żart. - odpowiedziała. Camille była w szoku. Właśnie się dowiedziała, że jej mama była Trybutem, miała siostrę, uczestniczyła w rewolucji, a żeby tego było mało była jej głową, Kosogłosem. Machnęła ręką, oczekując kontynuacji.
- Zakochałam się w Peecie. Robiłam wszystko, żeby go uratować. Ratowaliśmy się nawzajem, oboje byliśmy gotowi skoczyć w ogień, by to drugie przeżyło. Ale kiedy się rozdzieliliśmy na arenie, to był ostatni raz kiedy widziałam go normalnego. To on mi go zabrał, ten drań ! - powiedziała, z goryczą, a jej oczy przypominały wodospad łez. - Prezydent Snow go osaczył. - powiedziała, a potem kompletnie się rozkleiła. Brunetka wiedziała, co to znaczyło. I była przerażona. Słuchała szlochu swojej matki, a w jej głowie buzowały myśli.
- Kiedy go odbiliśmy, próbował mnie udusić, myślał, że jestem zmiechem, nie pamiętał mnie. Leczyli go, próbowali wszystkiego, ale były marne szanse na jego powrót do zdrowia. Potem była rewolucja, razem z Finnickiem, Gale'm, Peetą, i kilkoma osobami, których nie znasz, tworzyliśmy Drużynę Gwiazd. Naszym zadaniem, było głównie bieganie z bronią i nagrywanie propagand. Podczas tej rewolucji zginął Finnick, ratując mi życie. Uratował mi życie, a ja na początku miałam go za takiego dupka. Zginął, zostawiając swoją żonę, Annie, w ciąży. Jego ciało rozszarpywane przez zmiechy śni mi się do dzisiaj.  - jęknęła. - Ale Peeta przeżył, wyzdrowiał. Potem zginęła Prim, w wybuchu spowodowanym prze Gale' a. - Złość zalśniła w jej oczach. - Ale mu wybaczyłam. Teraz wiem, że nie powinnam tego robić. Z przyjaciela, który mi pomagał kiedy byłam dzieckiem, został zaledwie strzępek. Został tyran. - dodała ciszej. - Po jej śmierci nie mogłam się pozbierać, popadłam w depresję. Ale Peeta mi pomógł, pomagaliśmy sobie wzajemnie. Ja, kiedy nadchodził atak, on, kiedy moje koszmary nie dawały mi spać. Choć już nie byliśmy na arenie, wciąż się chroniliśmy. Żyło mi się dobrze, kochałam go ponad życie, ale wszystko wydawało się za szczęśliwe, żeby mogło być prawdziwe... I wtedy wybuchła kolejna wojna. Peeta został wezwany. Błagałam, płakałam, prosiłam, ale to nic nie dało. I tak ruszył. Od tamtej chwili go nie widziałam. Związałam się z twoim ... ojcem. - zakończyła. Camille była w rozsypce. Tak wiele nie wiedziała, za dużo dowiedziała się naraz, musiała to wszystko przemyśleć.
- Jest jeszcze coś o czym powinnaś wiedzieć...- szepnęła Katniss, patrząc prosto w niebieskie oczy. - Zastanawiałaś się kiedyś nad kolorem swoich oczu ?
- Mamo, jaki kolor oczu miał Peeta Mellark ? - Dziewczyna zamknęła oczy. Przełknęła ślinę. Od tej odpowiedzi wiele zależało.
- Niebieski.

4 komentarze:

  1. Ja nie wiem co ty chcesz od tego rozdziału . Jest cudowny :o *0* chyba najlepszy ze wszystkich *0* musisz mieć częściej karę xDD

    OdpowiedzUsuń
  2. ten rozdział jest hm boski? cudowny? nie wiem jak to określić..
    no i oczywiście czekam na powrót Peety, bo on MUSI wrócić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam słów.... Jesteś po prostu boska :,) mój kochany Peeta... Powiedz że on żyje

    OdpowiedzUsuń