" Hear the sound of the falling rain,
Coming down like an Armageddon flame,
The shame,
The ones who died without a name,
Hear the dogs howling out of key,
To a hymn called "Faith and Misery",
And bleed, the company lost the war today
I beg to dream and differ from the hollow lies
This is the dawning of the rest of our lives
On holiday "
Coming down like an Armageddon flame,
The shame,
The ones who died without a name,
Hear the dogs howling out of key,
To a hymn called "Faith and Misery",
And bleed, the company lost the war today
I beg to dream and differ from the hollow lies
This is the dawning of the rest of our lives
On holiday "
Dźwięk głosu wokalisty zespołu Green Day, huczał w pokoju. Dziewczyna, leżąca na łóżku, podniosła się i podparła o stos poduszek. W głowie miała totalną pustkę. Wsłuchiwała się tylko w piosenkę z zamkniętymi oczami. To się nazywa relaks, pomyślała.
- Camille ?!- usłyszała głos swojego ojca. Zerwała się z miejsca i, jak najszybciej mogła, zbiegła na dół.
- Tak, tato ?- wysapała. Rosły brunet o szarych oczach wpatrywał się w nią uważnie z surowym wyrazem twarzy.
- Czy mogłabyś ściszyć to badziewie?! Słychać to aż tu mimo wyciszających ścian!- wrzasnął. Podniósł rękę, a dziewczyna natychmiast zakryła twarz, chroniąc się przed ciosem. Nadszedł. Jęknęła cicho i pobiegła do siebie. Gorączkowym ruchem dotknęła szklanej tafli swojego tableta firmy Apple. Zapadła cisza.
Ciepła woda spływała po jej brązowych kosmykach, niebieskie oczy były opuchnięte. Łzy mieszały się z wodą. Stała już tak od 15 minut, szorując długie włosy. W końcu spłukała kolorową pianę i wyszła z ogromnej, szklanej kabiny. Sięgnęła po miętowy ręcznik i szczelnie okryła się miękkim materiałem. Przechodząc obok lustra, machinalnie w nie spojrzała. Długie pasma brązowych włosów spływały aż do pasa niczym wodna kaskada, okalając bladą twarz, z której patrzyły intensywnie niebieskie oczy w kolorze morza. Zastanawiała się po kim odziedziczyła ten kolor. Jej rodzice mieli szare, półtoraroczny brat, Lucas, też. Ona jedyna wyróżniała się tym odcieniem. Ruszyła wolnym krokiem w stronę swojej sypialni. Czarne ściany idealnie kontrastowały z kremowymi meblami. Pokrywały je miliony plakatów, obrazów i ręcznie pisanych cytatów. Biurko, stojące pod oknem, zawalone było papierami, a regał stojący obok - książkami. Ostrożnie podeszła do okna i zasunęła białą roletę, następnie, swobodnym już, krokiem przemierzyła pokój, zmierzając ku ogromnej szafie. Wyciągnęła z niej zieloną, luźną koszulę w białe grochy. Ręcznik opadł przy jej nogach, gdy nakładała piżamę. To była jej ulubiona piżama. Jakiś czas temu dostała ją od mamy. Dokładnie pamiętała to wydarzenie.
- Camille ?- Ciche pukanie towarzyszyło, równie cichemu głosowi. Jej mama uważnie przyglądała się jej przez szparę w drzwiach. Delikatny uśmiech gościł na jej twarzy, a w rękach trzymała jakieś pudełko.
- Tak, mamo ?- odpowiedziała z uśmiechem. Katniss Everdeen ostrożnie wślizgnęła się do środka i przysiadła obok córki. Przez chwilę przyglądała się jej jasnej cerze w poszukiwaniu jakichś nowych nabytków. Choć dziewczyna starannie próbowała ukryć siniaka na skroni, matczyne oko i tak go dostrzegło. Chwilę wpatrywała się w miejsce z wyraźnym bólem, po czym delikatnie ucałowała to miejsce.
- To nic. - szepnęła dziewczyna. Matka nie odpowiedziała. Podała jej bez słowa pudełko, czekając na reakcję. Camille ujęła oburącz kolorowy przedmiot, przyglądając mu się z uwagą. W końcu złapała za wieko i uchyliła. Z dna spoglądał na nią zielono-biały materiał. Sięgnęła i powoli zaczęła wyciągać, a jej oczom stopniowo ukazywał się wspaniały widok. Satynowa koszula sięgała jej do połowy uda, miała podwinięte rękawy. Kolor od razu spodobał się brązowowłosej. Odłożyła ubranie na kolana i rzuciła się mamie na szyję.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję, mamo. - szepnęła z entuzjazmem. Szarooka zagryzła wargę, przypominając sobie pewną osobę. Szybko jednak się uśmiechnęła i odwzajemniła uścisk.- Z jakiej to okazji ?
- A z takiej, że dzisiaj jest 22 kwiecień, kochanie. A to są...- mrugnęła porozumiewawczo. Na twarzy dziewczyny pojawił się wyraz konsternacji, próbowała sobie przypomnieć tą datę. Przymrużyła oczy w skupieniu..
- No nie wierzę, Camille Everdeen zapomniała o swoich urodzinach !- czyiś głos przerwał panującą ciszę. Kobieta, o czarnych włosach, śmiała się w drzwiach. Obie spojrzały na nią- starsza z niedowierzaniem, młodsza z strachem pomieszanym ze zdziwieniem.
- C..Co ty tutaj robisz, Johanno ?- Pierwsza otrząsnęła się Katniss, patrząc szeroko otwartymi oczami na nowo przybyłą osobę. Tamta tylko uśmiechnęła się przelotnie swoim zadziornym uśmiechem.
- Miałabym zapomnieć o urodzinach chrześnicy ?- zapytała z rozbawieniem. Wpatrywały się w siebie jakiś czas. Everdeen wstała i objęła dawną przyjaciółkę. Zatonęły w swoich objęciach. Camille zmarszyła brwi. Przez jej głowę przelatywały wspomnienia, znała tą osobę, pamiętała..
Oderwały się od siebie po kilku minutach.
- Spóźniłaś się 14 lat, Mason. - wybuchnęły śmiechem. Błękitnooka szeroko otworzyła oczy. Jej mama się śmiała. JEJ MAMA.
Kilka godzin później tłumaczyły jej wszystko. Szybko pojęła kim jest Johanna Mason. Gdy poprosiły o trochę prywatności, szybko ulotniła się z pomieszczenia. Wchodząc po schodach, wyraźnie słyszała słowa swojej chrzestnej.
- Ma po nim oczy. - Rozmarzony ton, którym mówiła w ogóle nie przypominał tego zgryźliwego, którego cały czas używała. - Katniss, on żyje. - powiedziała z wyraźnym smutkiem. Camille zupełnie tego nie rozumiała. Czemu mówiła ze smutkiem o kimś, kto jednak żyje? - Musisz coś z tym zrobić, on was w końcu znajdzie. I nie spocznie. A ja wiem, że wciąż.. - urwała. Trzask drzwi przerwał jej wypowiedź. Dziewczyna szybko pobiegła na górę i bezgłośnie wślizgnęła się do środka. Odziedziczyła tą umiejętność po matce, choć nie miała pojęcia skąd ona ją posiadała. Potem słyszała tylko krzyki i trzaski. Ale tym razem nie należały tylko do jej ojca..
A tu wspomnienie się urywało i z trzaskiem uderzyła w nią rzeczywistość.
- To nic. - szepnęła dziewczyna. Matka nie odpowiedziała. Podała jej bez słowa pudełko, czekając na reakcję. Camille ujęła oburącz kolorowy przedmiot, przyglądając mu się z uwagą. W końcu złapała za wieko i uchyliła. Z dna spoglądał na nią zielono-biały materiał. Sięgnęła i powoli zaczęła wyciągać, a jej oczom stopniowo ukazywał się wspaniały widok. Satynowa koszula sięgała jej do połowy uda, miała podwinięte rękawy. Kolor od razu spodobał się brązowowłosej. Odłożyła ubranie na kolana i rzuciła się mamie na szyję.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję, mamo. - szepnęła z entuzjazmem. Szarooka zagryzła wargę, przypominając sobie pewną osobę. Szybko jednak się uśmiechnęła i odwzajemniła uścisk.- Z jakiej to okazji ?
- A z takiej, że dzisiaj jest 22 kwiecień, kochanie. A to są...- mrugnęła porozumiewawczo. Na twarzy dziewczyny pojawił się wyraz konsternacji, próbowała sobie przypomnieć tą datę. Przymrużyła oczy w skupieniu..
- No nie wierzę, Camille Everdeen zapomniała o swoich urodzinach !- czyiś głos przerwał panującą ciszę. Kobieta, o czarnych włosach, śmiała się w drzwiach. Obie spojrzały na nią- starsza z niedowierzaniem, młodsza z strachem pomieszanym ze zdziwieniem.
- C..Co ty tutaj robisz, Johanno ?- Pierwsza otrząsnęła się Katniss, patrząc szeroko otwartymi oczami na nowo przybyłą osobę. Tamta tylko uśmiechnęła się przelotnie swoim zadziornym uśmiechem.
- Miałabym zapomnieć o urodzinach chrześnicy ?- zapytała z rozbawieniem. Wpatrywały się w siebie jakiś czas. Everdeen wstała i objęła dawną przyjaciółkę. Zatonęły w swoich objęciach. Camille zmarszyła brwi. Przez jej głowę przelatywały wspomnienia, znała tą osobę, pamiętała..
Oderwały się od siebie po kilku minutach.
- Spóźniłaś się 14 lat, Mason. - wybuchnęły śmiechem. Błękitnooka szeroko otworzyła oczy. Jej mama się śmiała. JEJ MAMA.
Kilka godzin później tłumaczyły jej wszystko. Szybko pojęła kim jest Johanna Mason. Gdy poprosiły o trochę prywatności, szybko ulotniła się z pomieszczenia. Wchodząc po schodach, wyraźnie słyszała słowa swojej chrzestnej.
- Ma po nim oczy. - Rozmarzony ton, którym mówiła w ogóle nie przypominał tego zgryźliwego, którego cały czas używała. - Katniss, on żyje. - powiedziała z wyraźnym smutkiem. Camille zupełnie tego nie rozumiała. Czemu mówiła ze smutkiem o kimś, kto jednak żyje? - Musisz coś z tym zrobić, on was w końcu znajdzie. I nie spocznie. A ja wiem, że wciąż.. - urwała. Trzask drzwi przerwał jej wypowiedź. Dziewczyna szybko pobiegła na górę i bezgłośnie wślizgnęła się do środka. Odziedziczyła tą umiejętność po matce, choć nie miała pojęcia skąd ona ją posiadała. Potem słyszała tylko krzyki i trzaski. Ale tym razem nie należały tylko do jej ojca..
A tu wspomnienie się urywało i z trzaskiem uderzyła w nią rzeczywistość.
ehehhehehe uduszę cię :**
OdpowiedzUsuń1. czemu one myślały, że Peeta nie żyje?
2. czemu Kat jest z tym... < cenzura>
3. czemu Camille nic nie wie?
4. dlaczego Johanny nie było przez 14 lat?
5. tablet firmy apple hahahahahhahahahahahahah
6. Green Day hahahahahhahahahahahhaha
7. nienawidzę cię -.-
8. dlaczego G... G.... Gale < z trudem wypowiada to imię> bije ciebie i mnie? No wiem, że jest tyranem ale...... wstawiaj nowy bo cię zamęczę pytaniami XDDDDDD
Wiem, że mnie udusisz xDDD aaa zobaczysz xDD
UsuńGruszka
O zatkało mnie ja chcę następny :D
OdpowiedzUsuńKocham......... A Gale niech się ... Chciałam napisać leczy... Ale nie. WALI!
OdpowiedzUsuńto się pokomplikowało! :o ale notka świetna aww
OdpowiedzUsuńO mój Boże Green Day najlepiej na świecie <3 <3 piszesz suuuper :3
OdpowiedzUsuń